Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 28 listopada 2011

Anioł był i znikł

Przez pierwsze tygodnie swojego życia Tymon dał mi w kość. I to tak porządnie. Płakał i płakał i płakał. W nocy spał tylko na rękach, także ja spałam na siedząco. Myślałam, że nie dam rady. Byłam załamana. I nagle wszystko minęło. Tak po prostu, z dnia na dzień. Mój synek stał się aniołem. Grzeczny, spokojny, nie marudził. Cud. Mogłam pisać poradniki jak wychować idealne dziecko.
A teraz gryzie. Głównie Olgę. Moja córeczka codziennie ma nowe ślady. On się rzuca a ona woła mnie na pomoc. Zanim dobiegnę już ją ugryzie.
Jak się Tymon zezłości, to baaaaaaardzo głośno krzyczy, szarpie i drapie. Waruje przy schodach jakby sforsowanie ustawionej barykady było jedynym celem jego życia. Wścieka się, płacze i gryzie. Ja oszaleję! Ale jest pięknie!!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz