Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 28 lutego 2012

Pierwsza wizyta u fryzjera

Poszliśmy. Olga od dawna mnie o to prosiła. Ja od dawna chciałam jej włosom nadać jakąś fryzurę. Myślałam, że obetnę ją z tyłu a z przodu zostawię takie za ucho. Olga jednak powiedziała, że chce krótkie. Ale jakie krótkie? I uwaga!!!!!!! Jak tatuś. Chcę mieć włoski jak tatuś. Stwierdziłam, że ok ale upewniałam się jeszcze z 10 razy czy na pewno. I czy nie będzie potem płakać. No i płakała. Po fakcie. Na fotelu siedziała grzecznie. Trochę się zmarszczyła jak przód okazywał się krótszy i krótszy. W momencie, kiedy już nie było odwrotu powiedziała, że jej się nie podoba. Po wszystkim się popłakała. Tylko była zła. Nie histeryzowała, nie krzyczała, tylko zła komentowała swoje włosy i łezki jej leciały. I co usłyszałam:

Przyczep mi moje włosy
Ja chcę mieć moje kręcone włoski
Ja byłam blondynką
Nie jestem już ładną dziewczynką
Brzydko wyglądam etc, etc.....

Przy okazji pierwszej wizyty Olgi, na pierwszą wizytę załapał się i Tymon. Pani Ula obcięła mu włoski z tyłu i nad uszami, ciut czubek głowy. Wygląda super, siedział bardzo grzecznie. Myślę, że był bardzo zdziwiony.

niedziela, 26 lutego 2012

Lelenie i inne zwierzęta

U nas choroba na porządku dziennym. Olga ma się coraz lepiej za to Tymek coraz gorzej. Dlatego Marcin z Olgą wyruszyli z sankami na poszukiwanie resztek śniegu do lasu, a ja z synkiem zostaliśmy w domu. Olga wróciła i opowiadała co widziała. Tatuś zadawał pytania pomocnicze o paśnik, o znaki drogowe (mimo, że leśne). Okazało się, że na jednym znaku są: "lelenie, lenienie, le-nie-nie, lenie-nie....LENIE!!! O nie! Nigdy się tego słowa nie nauczę". I tu nastąpiło charakterystyczne spuszczenie głowy, zmarszczenie brwi. Na szczęście udało się dojść i do jelenia.

Urodziny Maksyma

24 lutego Maksym skończył 9 lat. Wczoraj była impreza urodzinowa i jak zwykle u mojej siostry było pysznie, ciepło i tak miło, że wyjść się kompletnie nie chciało. Dziesięcioro dzieci gdzieś się rozpełzło, a dorosłym czas mijał przy smakołykach, kawie i pogaduchach. I jak zwykle nie obyło się bez wzruszeń. Lena z własnej i nieprzymuszonej woli zagrała bratu 100 lat. Sama poprosiła rodziców o nuty, sama ćwiczyła i wspaniale wykonała. To nie lada wyczyn zagrać przed tyloma osobami. Podobno gdzieś po drodze omsknął się jej paluszek, mimo tego zapewne stresującego dla niej momentu, profesjonalnie dotrwała do końca. Emocje opadły i gdzieś spłynęła łezka. Najpierw Lenie, potem jej mamusi a na koniec tatusiowi. Naprawdę to było wzruszające. Lenka to bardzo dobra dziewczynka i mam nadzieję, że świat będzie jej odwzajemniał tę dobroć.
Ale wracając do Jubilata. Bardzo przystojny się z niego robi mężczyzna. Zapytałam więc dzisiaj kiedy wpadłam w przelocie do państwa Z., czy koleżanki z klasy jakoś dają mu znać, że jest miły, że go lubią. Padła szybka i stanowcza odpowiedź: NIE. No i tak patrząc na moją siostrę powiedziałam, że tak się zastanawiam kiedy się zaczyna takie okazywanie zainteresowanie. I Maksym z głębi pokoju rzucił:"W piątej klasie". No to przynajmniej mamy jasność.

piątek, 24 lutego 2012

Zakaz seplenienia

Olga mówi pięknie. Jedyne czego nie potrafi to wymówić "R". Wiadomo jednak, że to trudna sztuka. Niestety od jakiś 2 miesięcy sepleni, co mnie wyjątkowo irytuje. Robi to nie wiadomo po co. Głównie chodzi o "s", które zaczęła wymawiać z językiem na zębach. Ja się denerwuję i bez przerwy upominam: nie sepleń, nie sepleń, nie sepleń, nie.... Nie mówi tak bez przerwy ale jak zacznie, to ja się gotuję. Rozmawiałam, nawet z logopedą w przedszkolu. Pani powiedziała mi, że ona mówi bardzo ładnie ale dużo dzieci w grupie sepleni i Olga jest po prostu dobrym obserwatorem i sprawdza czy też tak umie. Umie! Myślałam, że ta informacja, że jest dobrym obserwatorem spowoduje, że seplenienie nie będzie mnie aż tak wkurzać. No to źle myślałam. I dzisiaj co? Bawimy się w podróż. Olga lata tym samolotem po świecie. Tym razem na pytanie dokąd teraz leci odpowiada:
- Do Klakowa.
- O! Wspaniale do Klakowa!
- Nie!!! Do KLA- KO -WA
- No przecież mówię do Klakowa
- Nie sepleń. Mamo.
- O pardon, do Krakowa.

czwartek, 23 lutego 2012

Rekordzistka

Olga była w przedszkolu 15 razy pod rząd!!!!! (nasz dotychczasowy rekord 9 dni) Wow! Od 1 do 21 lutego chodziła do przedszkola, była zdrowa. Przypisuję to mrozom i pięknej, prawdziwie zimowej pogodzie, która właśnie nas opuściła. Wraz z nadejściem przed wiośnianej pluchy Olga się rozchorowała. I teraz kisimy się w domu. I oby do wiosny.
Siedzenie z maluchem w domu ma swoje zalety. Częściej się do mnie Olga przytula, częściej słyszę mamuniu kocham Cię, no i częściej się śmieję jak słyszę jej filozoficzne wywody. Wczoraj rano pytam co zje.
- Palówki, mamuniu.
- Na pewno? Wczoraj jadłaś, dzisiaj też chcesz?
- Tak, bo bardzo mi smakowały.
- A może zjesz jajeczko, może ci jajecznicę zrobić, co?
- O! Tak jajko poploszę. Na miękko.
- (o matko! pomyślałam) A może jednak jajecznicę?
- Nie, na miękko! ...... Albo nie! Na twaldo. Bo jak będę sama jadła, to mi się rozleje na kaMapę! (miała plan zajadania śniadania i przed telewizorem). Tak, ZAMYŚLIŁAM się na twaldo jajko zjem.

wtorek, 21 lutego 2012

Faceci są jacyś inni!

Każda kobieta to wie. Ale jak patrzę na mojego syna to tym bardziej mnie to zadziwia. Oni są inni od kołyski! To, że jest techniczny to mi się nawet podoba to, że bije i gryzie mniej. Odkąd zaczął raczkować pcha samochody i samochodziki po pokoju i mówi: "brrrrrrrrr rrrrrrrrr" (chociaż trudno ten dźwięk opisać, bo r przecież nie wymawia). Uwielbia odkurzać, dźwiga rurę, ciągnie silnik. Olga w jego wieku panicznie się odkurzacza bała, Tymon jest odkurzaczem zachwycony. Dzisiaj jednak przeszedł samego siebie. Ja się odwróciłam, Tym otworzył szufladę, wyjął kaszkę, wysypał ją. Spodobało mu się! Zaczął się kaszką bawić. Po czym padł na ziemię i zaczął ją lizać. Radości miał przy tym co nie miara. Bardzo było to śmieszne i chyba jednak bardzo.... nazwijmy to.... męskie.

piątek, 17 lutego 2012

Zdolna, a jakże.

Wczoraj po przedszkolu pojechaliśmy do Beatki i jej rodziny. Olga stęskniła się za dziećmi i ciocią, którzy ostatni miesiąc spędzili w Nowej Zelandii. Nawoływała do zabawy wszystkich, czyli nie odpuszczając Maksiowi. Po jakimś czasie Maksio schodzi z góry, gdzie byli z Lenką i Olgą i mówi, że zapytał Olgi czy coś umie robić. Na to Olga odpaliła mu: "Nie! Ja jestem bardzo zdolna, ale umiem tylko układać puzzle".

Nie ma!

Mój syn mnie zadziwia. Nie powtarza żadnych słów. Mówi bardzo dużo, opowiada, dyskutuje ale ze znanych mi wyrazów padają tylko mama, tata i pa pa. Mama istnieje też w rozczulającej formie Mamoooo, ale to wszystko. A dzisiaj siedzimy sobie razem na dywaniku i ja zaczynam śpiewać: Pan pająk się wspinał po rynnie raz i dwa... Tymek w mig poznał, że to piosenka z Pieska i zaczął rzeczonego szukać. Rozgląda się, rozgląda i nagle mówi: nie ma.

Czekając na metr

Wczoraj po kąpieli Olga oglądała w łóżku książki. Nagle jednak postanowiła się zmierzyć. Przyszła po mnie, zaprosiła do swojego pokoju, stanęła przy miarce i pyta:
- No????
- hm... no urosłaś trochę, powiedzmy 97 cm.
- to jest metr mamusiu?
- no jeszcze nie.
- hmmmmmm...... (mocno zawiedzona)