Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 24 maja 2011

Dinozaur

Mamusiu, co to za dinozaur tam leży?
To? To są śmieci.
Podaj mi mamusiu tego dinozaura. O zobacz, trochę podobny do smoka, trochę do krokodyla a trochę do skały Gooffiego.

Olgi wyobraźnia nie zna granic. Ciągle dostrzega jakieś kształty. Wczoraj obgryzła kawałek chleba i pyta mnie co to jest. Odpowiedziałam, że chlebek. Nie mamo, to jest nosorożec. Potem kromka się złamała i Olga poinformowała mnie smutnym głosem, ojej nosorożec upadł. Zaraz jednak odnalazła pocieszenie w pozostałej części chleba i zawołała radośnie: "O! Pingwin!"

poniedziałek, 9 maja 2011

The best of the best

RELIGIJNE

W imię Ojca, i Syna i Ducha Świętego, AMENT

Marcin do Olgi: "A Pan Jezus kim jest? Synem Boo?"
Olga: "Synem Boże Narodzenie"

W kościele ksiądz: "Pan Jezus był..."
Olga: "Pan Jezus był chory i leżał w łóżeczku"

I KTO TAK BRZYDKO MÓWI?

Olga z czymś się siłuje i nagle mówi: "kurde, basta"

- Mamo, mamo, siusiu.
- Chcesz usiąść na nocniczek?
- Nie na KIBELEK.

I Z INNEJ BECZKI

Olga: "Ja mam kapcie, a ty masz dziurę w płocie".

Olga: "Mamo, ja nie dam rady, ja sobie poleżę a ty posprzątaj".

Po tym jak kilka dni temu nocowała u babci radość jak mnie zobaczyła nie miała końca. Przytulała się, całowała głaska mnie po twarzy i mówiła:
"Mamo, mamusiu! Mama, moja mama. Mamo jesteś piękna. Moja ulubiona mama przyjechała". I na koniec jak już nie wiedziała co wymyślić: "Moja mamusia, mama Mazurkiewicz".

Sztuka negocjacji

Olgę generalnie łatwo namówić do wszystkiego. Wystarczy po wytłumaczeniu sprawy zapytać:"dobra?", a w odpowiedzi w 90% przypadków usłyszy się: "dobla!". Wbijamy jej też do głowy, że trzeba pytać, prosić, negocjować w zależności od sytuacji. Czasami jak słucham tych swoich mądrości, które do niej wygłaszam to się stukam w głowę, myśląc że przesadzam licząc na to, że mała zrozumie. A tu jak się okazuje, Olga rozumie wszystko. Dzisiaj w naszą rutynę wdarło się trochę zamieszania. Wyszliśmy na długi spacer, także wszystko się opóźniło i zabałaganiło. Marcin wykąpał synka Tymka, ja zajmowałam się w łazience Olgą. Tymek darł się z głodu więc go przejełam. Po 3 minutach ciszy zaczęła drzeć się Olga. I pyta (stosunkowo ...delikatnie mówiąc głośno), "dlaczego mnie zabierasz jak mama mi pozwoliła?" No, tatusiu dlaczego? Chwilę później: "przecież pytałam". No i co ojciec? Pytała? Dostała pozwolenie?
Jeszcze muszę jej wbić do tej mądrej głowy, że lepiej wtedy nie wrzeszczeć, więcej się uzyska.

Marta i mała Martusia

Ja: Olgusia, jutro są chrzciny Tymcia i będzie dużo gości: Ciocia Beatka, wujek, Maksym...... Będzie też Marta
Olga: I Tomek będzie.
Ja: Nie, cioci Marty nie będzie, będzie mała Martusia. Bo gdzie jest ciocia Marta?
Olga: W Nowej Zelandii.

Martunia, brakowało mi Ciebie bardzo! Tęsknimy za Wami!

PIERWSZY PRAWDZIWY NAJAZD

W sobotę, w dniu urodzin mojej mamy, ochrzciliśy Tymka. Miałam nadzieję, że w związku z tym faktem spłyną na Tymona w jakiś niezwykły sposób najlepsze cechy charakteru mojej mamy. Dobroć, odpowiedzialność, poczucie sprawiedliwości, świetna organizacja.... Ochrzcił nie kto inny jak tylko ksiądz Bogdan. Dla mnie była to wzruszająca chwila. Olga w kościele zachowywała się źle, jak zwykle wtedy gdy nie jest w centrum zainteresowania. W połowie mszy dostrzegłszy Polę wykrzyknęła: "Mamo, Pola przyszła!". Matka Polki mało nie zemdlała, bo przecież byli od początku, potem chciała się żegnać bo nie zrozumiała, że zapraszając na chrzciny zapraszam też na obiad lub też ja się tak wysłowiłam, że nikt nic nie zrozumiał. Dobrze, że jednak się domyślili i w końcu wszyscy zaproszeni dotarli. Po raz pierwszy nasz dom gościł tylu ludzi. Czternaścioro dorosłych to może jeszcze nic nadzwyczajnego ale dziesięcioro dzieci (Przemek, Igor, Maksym, Lena, Tadek, Krzysio, Marta, Pola, Olga i Tymon), to już jest coś. Dom przetrwał, bałagan u Olgi w pokoju trwa do dziś. Było cudnie!

TRZY, DWA, JEDEN, ZERO START

Pojawienie się na świecie Tymcia spowodowało, pojawienie się dylematu. Czy pisać bloga tylko Olgi, czy Oldze jednego a Tymkowi drugiego (co w zasadzie upadło w przedbiegach, bo umówmy się, na Olgi nie miałam czasu a co dopiero na dwa). I uznałam, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem będzie blog dla mojej dwójki. W końcu piszę go najbardziej dla siebie i dla nich. Na pamiątkę. No i dla Marty, która jest w Nowej Zelandii i dla Asi, która mieszka w Toskanii i dla Włocławka i Lenki, Maksia i Laury i.....
Także, zaczynamy!