Łączna liczba wyświetleń

środa, 26 września 2012

Mr. T.K.

Zdecydowanie wywodzi się z rodu K. Obecnie przejawia bardzo dużo cech tego rodu. Martwi się i łatwo wpada w nerw.
Ale rozczula mnie tymi swoimi: "O nie!", tudzież "O jo jo!" jak się coś nie udaje. Oczywiście jak matka w porę nie pomoże to urocze "o nie" zamienia się w bardzo głośne i mało przyjemne dla otoczenia wrzeszczenie nieokreślonego kształtu.
Mówi coraz więcej. Od kilku dni piękne: "NIE MA" zastąpiło gest rozłożonych rączek z dodaniem słowa "ma". Nadal najczęściej używane słowa do oć jak mnie ciągnie za rękę i puść jak mu się nie podoba jak ktoś go przytula czy dotyka nie w tym momencie gdy ma na to ochotę. Zaczyna mówić na Olgę Olga chociaż nadal częściej Ola.
Nie jest niegrzeczny ale ma charakterek i bywa trudny do opanowania. Wszystko jednak wskóra, gdy przechyli swoją ekstremalnie blond czuprynę na ramię i spojrzy boczkiem swoimi nieprawdopodobnie niebieskimi oczkami na mamusię. Jedno jest pewne, uwodzić to mój synuś potrafi.

wtorek, 25 września 2012

Od rana do wieczola

W piątek tj. 21 września Olga przemówiła do mnie: "Mamo, posłuchaj! Od rana, od rana, od rana".
Brawo córeczko, brawo! A powiedz: Laura.
- Laula. Nie umiem. Umiem tylko: od rana, od rana, od rana

czwartek, 13 września 2012

Damskie Męskie

- Tato, a jaką chcesz spinkę? Mężczyznową czy damową?


Opowieści pięknej treści

Olga zapytana o to jak było w przedszkolu, mówi, że dobrze. Pytana się nie rozwija. Potem zaczyna opowiadać, jak jej się zachce i kiedy jej się zachce.
Wczoraj to było przy kolacji. Poprosiła o kaszkę i o wsadzenie do Tymciowego fotelika do karmienia (w tej chwili Tymon się mniej nad sobą rozczula niż ona).
I opowiada.
- Był u nas Pan z bębnami. Mamo, mamo dajcie mi dwie miski i wodę i łyżkę, nóż nie jest dobry.
- A jak Pan miał na imię (pyta ojciec)?
- Pan Stefan
- A jak wyglądał?
- Miał takie włosy jak ja i jak ty tatusiu.
- Czyli był blondynem?
- Mhm, tak. I miał słonia. I szukał wszędzie bananów dla słonia ale nigdzie nie było, w żadnym sklepie. I wszyscy wsiedliśmy do łódki i popłynęliśmy. I wysiedliśmy z łódki i był problem. Bo my wszyscy tacy mali a drzewo takie duże. I przywołaliśmy żyrafę.
- I co wspinaliście się po jej szyi na drzewo? (ojciec nigdy nie wytrzymuje do końca opowieści)
- Mhm, tak. Rodzice! Ale dajcie mi jutro dwie miski. jedną taką większą z wodą a drugą taką mniejszą, jak pan. To będzie taki wodny bębenek......

P.S. Zapomniałam jeszcze, że jak płynęli tą łódką to śpiewali: łabu di daj daj, łabu di da.

czwartek, 6 września 2012

Porządek musi być

- Mamo, jak byłam taka malutka, malutka to jak mi dałaś na imię?
- Olga Helena
- (mruczenie, uśmiech i przytulanie się do mnie). A tata dał mi nazwisko? Tak?
- Tak kochanie :)

Syn, duma matki

Tymon popisuje się coraz to nowymi słowami i zwrotami. Mówi:
Oć (chodź)
Nie
Tak
Zwraca się do mnie per Mamuś
Do ojca per Tatuś
Do Olgi mówi Ola, gdy widzi sąsiadkę krzyczy Ania. A jak proszę go powiedz woda to mówi: Piciu.

Laura to Lala, jest też Masio i Nena. Coś mi to przypomina :)
No i wraca Abatka. Olga już od tak dawna nie mówi tak na Becię, że gdy słyszę Abatka to wzruszające wspomnienia mieszają się ze wzruszającą rzeczywistością.

Wychowywanie syna jest niezwykłym doświadczeniem. Obserwowanie dziecka jest fascynującą przygodą ale tak jak zachwyt Olgi nad  lalami, kotkami i pieskami mnie nie dziwił, tak samochody i piłka nożna to jednak jest dla mnie nowość.
Mam wrażenie, że Tymon urodził się z samochodem w ręku i z umiejętnością kopania piłki. Ledwo zaczął siadać to już brał samochód do ręki i wydając dźwięk: bummm, bawił się nim. Jak tylko stanął na nogi, zaczął kopać piłkę. Czasem lubi rzucać ale generalnie słabiej mu to wychodzi.
Ostatnio robi tak, że kładzie sobie piłkę, cofa się o kilka kroków, potem rozpędza się i kopie piłkę. Na końcu krzyczy GOOOOOO!
W zasadzie to zaczynam myśleć, że w piłce nożnej można się zakochać. Tak, chyba ją polubię :)

Komplementy dla Zosi

W niedzielę razem z Olgą, babcią Dzidką i Państwem Z. w komplecie, odwiedziłam Zosię i oczywiście Olę i Daniela. Mimo ataku kota na Olgę, młoda od razu po wyjściu zapytała kiedy tu jeszcze przyjdziemy.
Zosia jest nader cierpliwa i dobra w stosunku do Olgi i moje dziecko to czuje. Chemia między dziewczynami jest, nie dziwią więc też komplementy Olgi pod adresem Zosi:

- Mamo, a Zosia chodzi jeszcze do szkoły czy już pracuje?
- :)........... Pracuje.
- A Ola? Chodzi do szkoły czy pracuje?
- Pracuje.
- A mężczyzna? (zamurowało mnie to określenie, piękne!)
- Daniel?
- Tak.
- Też pracuje.
- Mhmmmm.

Ja osobiście dołączając się do chóru piewców nad ptysiami,  pozostanę wierna i na pierwszym miejscu zawsze stawiać będę Panią Walewską.

I tak nawiasem pisząc. Skąd się bierze lęk wysokości? Ja teoretycznie go nie mam, jednak na balkonie mieszkania na 14 piętrze nie czułam się jakoś komfortowo. Córka ma natomiast i owszem. Wychylała się, nie chciała trzymać mnie za rękę bo przecież: "NIE SPADNĘ!" Ach, ta samodzielność.