Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 29 marca 2012

Rymcio Tymcio

Tymek jest od tygodnia chory na brzuszek. Bo chory jest już 3 tydzień ale brzuch to dopiero od tygodnia. Obstawiam wirusa przyniesionego przez Olgę. Wirus łagodny objawia się tylko masakryczną ilością kup. Młody nic nie je ale przebierany jest kilka razy dziennie....
Ale w ogóle nie o tym miał być ten wpis. Idę do pracy, już w poniedziałek. I już tęsknię. Wiem, że mojemu dziecku będzie beze mnie trochę źle, mi bez niego będzie bardzo źle. Stres jest mniejszy niż przy powrocie po urlopie z Olgą ale obawy chyba większe. Tymuś jest przytulakiem, maminsynkiem, nie mówi wyrazów, mimo że prowadzi bardzo ożywione dyskusje ale tylko ja je rozumiem (to taka trochę naciągana prawda, bo ja też nie rozumiem). No i prawie nigdy się ze mną nie rozstawał na tak długo. Raz nocował u babci, raz został wieczorem z Tetianą a my poszliśmy na koncert. Zostawał z moją mamą parę razy ale na parę godzin a nie na tak długo. O..... Chociaż raz nie było mnie długo bo poszłam na ślub i przyjęcie mojej siostry, ale był maleństwem i nic już z tego nie pamięta. Ja za to nigdy nie zapomnę tego bólu piersi, który mi towarzyszył jeszcze przez następny miesiąc. Wysoka cena za ten wyskok. Ale warto było, to był wspaniały ślub i fantastyczne przyjęcie i znam wszystkie sposoby walki z zapaleniem piersi....
No i z tego wszystkiego, w ogóle nie wiem co chciałam dzisiaj napisać. Pora spać, bo zaraz wrócę we wspomnieniach do czasów jak przeprowadzaliśmy się z ulicy K. na Ursynów.

Niania odnaleziona

Zapomniałam napisać, że dzieci mają nianię :). Okazało się, że najlepszym źródłem jest przedszkole. I tak umówiłam się z koleżanką pani Marzenki, czyli Olgi przedszkolanki. Pani Danusia studentka zaoczna 3 roku pedagogiki przedszkolnej i wczesnoszkolnej umówiła się ze mną na spotkanie. Przyszła punktualnie, nie odwoływała, nie przekładała, a ja otworzyłam drzwi i aż mi z radości ubyło parę kilogramów (szkoda, że tylko na chwilę). Pani Danusia, została kiedyś zagadnięta przeze mnie na placu zabaw. Zapytałam jej czy jest mamą czy nianią, tak się troskliwie zajmowała małą dziewczynką, że autentycznie przykuła moją uwagę. Widziałam ją na tym placu jeszcze kilka razy, zawsze myślałam wtedy, że kurcze taka niania by się przydała jak wrócę do pracy. No i udało się. Jestem spokojna i dobrej myśli.

środa, 28 marca 2012

Oj-czysty

Olga opowiada sobie bajkę o czerwonym kapturku "i uważaj na wilka jak będziesz idła przez las".

**********

- Mamo, to ty będziesz teraz lewem a ja będę małym lewkiem.
- Będę lwicą i będę podgryzać moje lwiątka wrrrrrr
- Mamo LEWICO, nie gryź mnie!

**********
- Mamo, śniła mi się jakaś okropna bajka. Mrówki zjadały mi szalik i bałam się....
- Jak masz zły sen to najlepiej się obudzić, przekręcić na drugą stronę i spać dalej bo już się nie będzie to samo śniło.
- Ale mamo, ja nie mogłam się obudzić, bo ta bajka sama się opowiadała i opowiadała. Przekręciłam się ale ona dalej się opowiadała i nie mogłam się obudzić.

***********

Oprócz tych niewątpliwie uroczych  powiedzonek, pojawiają się coraz trudniejsze i bardziej skomplikowane zdania. Używa imiesłowów WPRAWIAJĄC  mnie w osłupienie. Ach, obserwowanie dziecka jest fascynujące. A tu w poniedziałek wracam do pracy!

wtorek, 27 marca 2012

Syneczek

Jak długo rosną czwórki?!?! W przypadku Rymcia Tymcia za długo! Od kilku miesięcy co jakiś czas dają znać. W ostatnich tygodniach przechodzą jednak same siebie! Tymon gryzie palce, ślini się, marudzi, chce na ręce, nie je i generalnie się męczy. Dziąsła zaraz eksplodują ale zębów nie widać.

Nie wpływa to jednak na jego wspaniały rozwój intelektualny! W odpowiedzi na pytanie gdzie mama, Olga, tata etc. nadal wskazuje siebie, ale jak już matka go przyciśnie i powie, że no co ty, Tymuś mama gdzie jest, no to łaskawie uśmiechnie się i pokaże mamę. Na pytanie jak robi piesek odpowiada raz i konkretnie: AU. Na wszelki wypadek nie pytam o inne zwierzęta. Laura nadal przy nim to stara wymiataczka. Za to ho, ho. Czego to babcia Dzidka nauczyła  mojego gentelmena????? No!!! Całowania w rączkę. Pojął to w mig! Facet nie będzie się rozdrabniał na jakieś miau i hau czy kwa kwa kwa. Od razu do konkretów CAŁUJĘ RĄCZKI ŁASKAWEJ PANI. Raczej będzie sobie radził w życiu :)

Postępy, oj postępy

- Mamusiu, proszę Cię! Tylko trzy razy, tylko tyle (i wsadza mi w twarz rączkę z wyprostowanymi trzema paluszkami)
- Wanny się nie myje mydłem.
- Ale proszę Cię, tylko trzy razy, naprawdę (bo generalnie chodzi o to, żeby nacisnąć pompkę od mydła)
- Dobrze. Tylko Olga umawiamy się, że to ostatni raz, że nigdy więcej nie będziesz myła wanny mydłem. Trzy razy i koniec.
- Tak mamusiu!

3 minuty później

- Mamusiu, a mogę ostatni razy?
- Nie.
- Proszę Cię tylko jeden raz, ostatni
- Nie. Wynegocjowałaś sobie trzy razy i wystarczy.
- A mamusi, może Ty się popatrz w drugą stronę, a ja jak nie będziesz widziała.... tylko raz tak jednym paluszkiem? hm?

wtorek, 20 marca 2012

Baletnica

Olga od lutego chodzi na balet. Ach jakie to piękne. Po, nazwijmy to po imieniu, ogoleniu mojej córki, musiałam zadbać o jej dobre samopoczucie i zakupiłam strój do baletu. W H&M mają wszystko i stroje baletnicy też. I taki mamy rytuał, Olga się stroi w białe rajstopy, białe body, tiulową spódniczkę i białe baletki. Ja mówię, że baletki założymy na miejscu ale ona musi się jeszcze pokazać tacie (bo przecież nie widział jej już 10 razy!). Jedziemy. Po zajęciach wracamy i pytam jak było, odpowiada, że dobrze. A co robiłyście. Nic. No to takie mamy pogadanki.
Ale wczoraj Olga była bardzo wylewna. I opowiedziała, że pani pokazała im siebie w balecie, że była to królewna śnieżka i były inne siostry w  balecie. Także moja córka już ma siostry w balecie. A na pytanie ojca, która pani im to pokazywała, Olga odpowiedziała: No! Pani Baletka!

sobota, 17 marca 2012

To nic, że nie rozumiem

Dziś rano przy śniadaniu, tata do Olgi

- Czy ty możesz jeść to jajko a nie udawać greka?
- Ale ja udaję greka bo chcę chlebek!

czwartek, 15 marca 2012

W poszukiwaniu niani

1. Zamieszczenie ogłoszenia na niania pl
2. Wysłanie kilku maili, do niań z okolicy
3. Przeczytanie wszystkich ofert, które wpłynęły w odpowiedzi na moje ogłoszenie
4. Umawianie się na spotkania
6. Zrealizowane pierwsze spotkanie. Brak mojego entuzjazmu. Jest wszystko. Młoda, z doświadczeniem, referencjami, szuka pracy na co najmniej 2 lata. Nie ma chemii.
7. Sprawdzam referencje i czekam na kolejne spotkania. Chcę mieć porównanie.
8. Druga pani odwołuje spotkanie kilka godzin wcześniej. Za pomocą smsa
9. Trzecia pani przekłada z wtorku na środę. Smsem
10. W środę pędzę z Warszawy, żeby nie spóźnić się na spotkanie. Na szczęście NIE MA korków
11. 5 minut przed spotkaniem dostaję smsa (a jakże), że pani numer trzy utknęła w korku wracając z Warszawy od lekarza i nie dojedzie. Pytam czy nie dojedzie na czas czy w ogóle. Pani odpisuje, że chyba jednak nie dojedzie i podziękuje bo się też rozchorowała.
12. Opadły mi ręce i nogi
13. Przeglądam pozostałe oferty jeszcze raz. Większość mieszka na końcu świata. Mojego świata. Nie chcę niani, która musi dojeżdżać półtorej godziny. Nie wierzę, że to się sprawdzi
14. Idę spać
15. Następnego dnia zaczynam od początku

środa, 14 marca 2012

Nowa rzeczywistość

Jest tak. Matka Polka wraca do pracy. Od kwietnia. Teraz jednak postanowiła się podszkolić. Także ma próbkę tego jak życie będzie za chwilę wyglądać.
6.30 - środek nocy - pobudka, szybki prysznic, mleko dla Tymka, budzenie dzieci , pocieszanie dzieci, którym nie podoba się wstawanie o godzinie 7.15. Negocjowanie z Olgą ubrania (ze względu na fryzurę-tak mi się wydaje-obowiązkowo musi być sukienka lub spódnica), pierwsza drobna irytacja matki. Sprint na dół, ubieranie w buty (nie te, te nie pasują), kurtkę, czapkę (ale ja chcę kominiarkę). Syn na tym etapie nie protestuje. Dzieci gotowe do wyjścia.
- Ja chcę, żeby mama mnie zawiozła do przedszkola!
- Mama musi zawieść Tymka do cioci
- auuuuuuu (płacz) ale ja chcę, żeby mama!!!!!
- Olguni, kochanie (nie ważne co mówimy i tak nas kochanie nie słucha).
Pierwsze tego dnia poczucie winy.

Otwierają się drzwi. Syn czuje powiew wolności. Wybiega i zaczyna rundkę wokół samochodu. Matka łapie go i wsadza do samochodu. Tymon płacze, wygina się i gryzie. Druga drobna irytacja matki.

Buziaki dla Olgi, miłego dnia, kocham Cię mamo, kocham Cię córeczko, baw się dobrze, ty też mamo.

Uff , ruszamy, dokładnie o tej godzinie, o której powinnam być u Beci. Jestem co najmniej 20 minut za późno. Otwieram drzwi samochodowe, wyciągam syna i przekazuję. Buziak. Słyszę jak zaczyna płakać. Drugie tego dnia poczucie winy.

Porzucam samochód gdzieś pod kościołem, biegnę do metra. Już mam zadyszkę. W metrze odpieram ataki. Dojechałam. Wylewam się z całą masę ludzi podążających do fabryki. Mam wrażenie, że jestem najstarsza a tu jeszcze przecież 30 lat do emerytury. Fala robotnicza zalewa przystanek tramwajowy. Przyjechał tramwaj. Młodzież jest jakaś sprytniejsza, za sekundę okaże się, że do tego tramwaju nie wejdę bo nie umiem się tak pchać. Na szczęście ktoś z tyłu mnie wepchnął. Jadę. Jest już 9. Jestem spóźniona. Wybiegam z tramwaju. Biegnę. Wchodzę na salę treningową. Dzień dobry, przepraszam. Trzecie poczucie winy tego dnia.

Wracam do domu. Bieg do tramwaju. Ktoś mnie do niego wsadził, ktoś wysadził przy metrze. Jakoś się zmieściłam. Nikomu ze współpasażerów lat nie przybyło, tylko mnie. Wysiadam, biegnę, samochód, domofon u Beci, człapię na górę, wchodzę do bawialni krzycząc radośnie: cześć!!!! klękam na wykładzinie, wyciągam ręce.... nikt nie podbiega. Czwarte poczucie winy tego dnia.

sobota, 10 marca 2012

Łasuch

Łasuch numer 1 - Olga

Olga (po zjedzeniu 2 ptasich mleczek): Mogę jeszcze czekoladkę? Ale jakąś inną.
Ja: Ale jaką?
Olga: Nie wiem! Czekoladki nie mają imia. Taką czarną.

Łasuch numer 2 - Tymon

Tymon chce jeść to co Olga. Więc wyciąga ręce do ptasiego mleczka i czekoladek bez imia. Dostał więc czekoladę gorzką, 70% kakao a ja byłam przekonana, że nie będzie mu smakować. No i jak zwykle się pomyliłam. Za chwilę zobaczyłam jak syn stoi na palcach, pod szafką z której wyciągnęłam smakołyk, wyciąga rękę tak wysoko, że właściwie ma już co najmniej z metr pięćdziesiąt i krzyczy: eeeeeee, eeeeee.
Matko! I pomyśleć, że dostawałam histerii jak ktoś śmiał nawet pomyśleć o tym, żeby dać 15 miesięcznej Oldze coś słodkiego.

czwartek, 8 marca 2012

I kto tu rządzi?

Olga robi z ojcem co chce. Wystarczy, że zawyje a ojciec tańczy jak córcia zagra. Dzisiejsza kąpiel trwała półtorej godziny, więc tata powiedział, że już czytania nie będzie. Olga włączyła syrenę i czytali kwadrans. Po tym kwadransie Olga powiedziała: No dobrze, teraz możesz iść do Wieśka (Marcin umówił się z nim na bieganie).
Łaskawa pani, zanim jeszcze po kąpieli poszła do swojego łóżka, przyskakała na Tymonowym koniu do nas do sypialni. Miała ze sobą poduszkę i oznajmiła, że będzie spać u nas, bo u nas jest milutko i cieplutko. Mnie takie teksty wzruszają ale pozostaję nieugięta. Wycałowałam, wygilgotałam i odesłałam do łóżka. Po tym jak już zezwoliła ojcu na spotkanie z Wieśkiem wezwała mnie na buziaka. Poszłam, jak zwykle zaczęłam całować i przytulać i co po chwili śmiechów i zabawy usłyszałam?
NO JUŻ DOBRZE! PRZYSZŁAŚ TU NA BUZIAKA  A NIE NA PRZYTULAKI!

Ambitna Matka - Wyluzowany Syn

Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że Laura jest już taka rozgarnięta a ten mój synek, wyluzowany nic nie umie. Ambitnie zabrałam się za nauczanie synka nowych rzeczy. Laura pokazuje gdzie jest mama, babcia...no i na siebie gdy pytana jest gdzie jest Laura. Zaczęłam więc od tego. I co? W jeden dzień osiągnęłam absolutny sukces!!!! Jak pytam Tymcia gdzie jest Tymek, on z uśmiechem na twarzy pokazuje na siebie. Wskazujący paluszek ląduje na brzuszku a mama bije brawa i krzyczy hurrrra. Jak pytam Tymcia gdzie jest mama, to ten sam malutki paluszek ląduje na tym samym małym brzuszku Tymonka. Ot, taki synuś. I jak nietrudno się domyślić na pytanie gdzie jest tata paluszek....itd. Ale zawsze jest przy tym piękny uśmiech.

niedziela, 4 marca 2012

Teatr

Po raz drugi. Ten sam. Teatr Lalka. Pół roku temu byłyśmy na "Tygryskach", dziś na "Kuku ryku". Dzisiejsza sztuka zafascynowała Olgę. Ja zachwycona nie byłam ale co tam. Olga teraz wie, że bywają sztuki z przerwą, że w teatrze są dzwonki (te po przerwie wprowadzają ją nawet w histerię, że nie zdążymy z powrotem na widownię) i po zakończeniu są brawa i ukłony. Pola też to wie, mimo że drugą część olała. I wcale się nie dziwię. Clowny były jakieś źle wychowane. Wyzywały się od prosiaków, pasibrzuchów i innych takich. Nie było czego podziwiać. Mam jednak nadzieję, że nie skończymy na tej sztuce i będziemy dalej chodzić do teatru w tak miłym towarzystwie.

Cała prawda o moim złamanym sercu

Tragedii nie ma. To tylko włosy. Odrosną. Taką postawę przyjmuję publicznie. W ukryciu jednak stwierdzam, że jestem idiotką. Jak można było pozwolić na takie strzyżenie. Ja, która nie lubię swoich kręconych włosów nie mogę odżałować Olgi loków!!!!! Komunia Lenki, jej 4 urodziny a ja na zdjęciach będę miała GI Jane!
W piątek 2 dni temu, Olga obudziła się zła. Ma w zwyczaju kręcić rano włosy a tu nie ma czego. Próbowałam ją pocieszyć i zaproponowałam, że może założy bluzkę, którą dostała w spadku po Lence, która jej się bardzo podoba i którą ostatnio nosiła 3 dni z rzędu. Pozwoliła ją uprać po długich negocjacjach. Potem pytała czy już jest uprana, uprasowana... ach. No i w ten piątek była i uprana i uprasowana. Więc pytam tą moją smutną dziewczynkę czy może ją dzisiaj założy? A ona mi odpowiada, że  nie, bo do tej fryzury nie pasuje. Nie wytrzymałam i się popłakałam. I przeprosiłam. A Olga pyta: "za co mnie przepraszasz?" Powiedziałam, że jestem dorosła i nie powinnam była pozwolić na to strzyżenie, na tak krótkie strzyżenie. A moja córcia pogłaskała mnie po twarzy i przytuliła.
Boże dziękuję za moje dzieci!