Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 24 lipca 2012

Dobre Rady

Oczywiście ich nienawidzę. Nienawidzę rad gdy o nie nie proszę, bo oczywiście są sytuacje, w których się radzę. Mam kłopot. Nie mam z kim zostawić dzieci. Proszę wszystkich dookoła o pomoc i okazuje się, że zawsze przecież mogę wziąć urlop na żądanie. Dziękuję wszystkim. Wiem to. Nie pytałam czy mogę wziąć urlop na żądanie tylko czy zostanie ktoś z moimi dziećmi. Jestem człowiekiem, który działa. W trudnych sytuacjach zawsze zastanawiam się co zrobić. Poruszam niebo i ziemię, żeby znaleźć rozwiązanie. Szukam znajomości, kombinuję, zwyczajnie działam. Na co dzień jestem roztrzepana i źle zorganizowana ale w trudnych sytuacjach nie zawodzę. Nie pozwalam, żeby firma okradła moją siostrę, przełamuję wstyd i proszę ludzi, których ledwo znam o pomoc medyczną. Kiedyś, fakt było to dawno, wzięłam tydzień urlopu bo moja siostra nie miała z kim zostawić synka. Nie przyszło by mi do głowy, żeby w trudnych dla innych sytuacjach pouczać. Albo mogę pomóc albo nie. Jeśli nie to przynajmniej wiem, że zrobiłam wcześniej wszystko.
Na wieczną pamiątkę moim dzieciom piszę tutaj, że babcia J. pomogła mi 2 razy w życiu. Raz przez 2 dni siedziała z małą Olgą i ostatnio łaskawie wzięła Tymona na 3 godziny. Marcin musiał pojawić się w pracy. Wolał na cały dzień ale mamusia nie mogła mu pomóc dłużej niż 3 godziny! Marcina siostra pomogła RAZ!!!!! A potem się dziwią, że ja nie mam ochoty na Wigilię z nimi. Przecież ja ich nie znam! Moje dzieci ich nie znają. To po co?
Sytuacja wczoraj była patowa. Dzisiaj rano przyszła Matka Polki. Własne dziecko chore z ojcem w domu a ona przyszła zająć się moimi. I co ja mogę powiedzieć? Jakimi słowami się dziękuje w takiej sytuacji? Żadne nie wyrazi mojej wdzięczności. Dziękuję Ci Kasiu!
O 12stej następuje zmiana. Przychodzi Zuzia.
P.S.
Babcia J. powiedziała mi kiedyś, że ona nie ma zamiaru zmieniać terminu urlopu. Trudno, że Olga ma wtedy urodziny, J się nigdy nie pojawi.
W tym roku zmieniła. przesunęła o tydzień, żeby dopasować się do urlopu córki i móc się zająć swoimi wnukami, bo moje dzieci chyba nimi nie są.

No to sobie ponarzekałam. Trudno czasem trzeba.

poniedziałek, 23 lipca 2012

Olga 4 Lata

Wczoraj Olga skończyła 4 lata. Rano wręczyliśmy jej prezent. Różową pościel z księżniczkami. Teraz jest etap księżniczek i nie ma zmiłuj! Olga obejrzała, pięknie podziękowała i zapytała czy mamy jeszcze jeden prezent. Matka zdębiała i powiedziała coś bardzo głupiego, mianowicie, że ten drugi sama sobie wybierze. Pojechałam do sklepu i Olga sobie wybrała. Barbie z deską. Chciała najpierw Barbie syrenkę ale potem przypomniało jej się, że woli z deską surfingową! Czy ktoś mi może powiedzieć jakich trików używają twórcy reklam, że moja córka zapamiętuje nawet jakie są rodzaje sprzętów dla barbie?!?!?! I poszukuje tych lalek w sklepie. O 16 zaczynało się małe spotkanie. Przyszła Babcia Dzidka obdarowała Olgę księżniczkowymi sztućcami, przyniosła także pieska szczekającego i kolczyki magnetyczne. O dwóch ostatnich prezentach powiedziała, że zawsze trzeba mieć jakiś badziew bo dzieci najbardziej się z tego cieszą. Faktycznie i piesek na baterię i kolczyki zrobiły furorę ale i tak  padło pytanie czy ma coś jeszcze, jakąś inną niespodziankę. Babcia powiedziała, że przecież nie ilość ale jakość się liczy, po czym sama się obśmiała z tej rzecz jasna jakości. Na szczęście już Państwa Z. nie zamęczała nieśmiertelnym pytaniem. Ucieszyła się z prezentów. Ciocia Becia dobrze wie czym się Olga bawi i dlatego strzeliła w dziesiątkę kupując małe laleczki, pieseczki, kucyka z grzywą, którego wieczorem miałam przyjemność wyczesywać dołączonym grzebykiem. Była też Marta W. z trójką swoich dzieci. Wieczorem wpadła Iwona z wielkim prezentem. Te wszystkie dary i tak nie powstrzymały Olgi od zadania mi dzisiaj pytania czy mam jakąś niespodziankę.
Jednak najpiękniejszą puentą niech będą słowa jakie Olga wypowiedziała na pożegnanie Maksyma: "Pa Maksiu. Dziękuję za piękny dzień".

Kolorowych koszmarów

Jaka to była radość kiedy w końcu Olga zajechała pod dom! Rzuciłam się na nią z czułościami a ona rzuciła się z tym samym na Tymona. Dała mi buziaka, ucieszyła się, uścisnęła a potem już zachwycała bratem. Tyminu, Tymciu, Tymeczku....achy i ochy. Bawili się razem jeszcze parę ładnych godzin. I bardzo byli obydwoje przy tym rozbawieni.
Olga od czasu do czasu coś opowiedziała, chwaliła nowymi umiejętnościami, zrobiła nawet fikołka na dywanie. O zgrozo! Myślałam, że skręci kark bo fikołka robiła na głowie. Opowiadała o koleżankach: Zosi, Amelce i Julii (tu dodam na marginesie, że do kompletu najpopularniejszych imion w Polce w dzisiejszych czasach brakuje jedynie Natalii). Wieczorem, gdy kładłam ją spać tradycyjnie życzyłam jej kolorowych snów. Olga odpowiedziała tym samym, po czym przypomniało jej się, że: "W domu na wakacjach mówiłam kolorowych koszmarów! chi chi chi". I tak od soboty z pięknym uśmiechem, swoim cudownym dziecięcym głosem Olga kończy dzień dając mi buziaka i życząc: "kololowych koszmalów"

czwartek, 19 lipca 2012

Na zdrowie

Nie umiem kichać po cichu. No cóż i takie wady mam.
Parę dni temu się zkichałam a z góry dobiegło do mnie słodkie: "APTI!"
I dzisiaj też, ja kichnęłam a synuś: "APTI". Macha przy tym śmiesznie głową. A potem się śmieje, dumny ze swoich dokonań.
A jutro Marcin jedzie po Olgę.
Już nie mogę się doczekać. Ciekawa jestem czy Tymcio się ucieszy na widok siostry.

środa, 18 lipca 2012

Dworoholik

Tymon wstaje, krzyczy: "Tatooooo", czasem: "Mamooooo", ubiera się (prawie sam), pije mleko, koniecznie siedząc na stworze, po czym natychmiast zaczyna czuwanie przy drzwiach wejściowych. Przynosi buty, zawisa na klamce i domaga się wyjścia. Danusia ostatnio przychodzi i właściwie od razu pakuje Tymona do wózka. Wtedy synek jest zadowolony, żegna się z mamusią bez żalu, macha, przesyła buziaki. Jest wiatr we włosach, jest uśmiech na twarzy! Także odkąd od rana jeździ swoją bryką po wsi, gdy zawisa na klamce krzyczy: "Brrrrrrruuuu, brum, brum...". Nie mam pojęcia czy to dźwięk jaki wydaje jego wózek, czy to dźwięk kojarzący mu się ze słowem dwór. Tak czy siak, słońce czy deszcz, skwar czy ziąb, syn chce wyjść na dwór. I to jest obecnie najważniejsze w jego życiu.  Jemu to by tam dobrze było z babcią Dzidką! Może za rok :). Jak moja mama nie oszaleje od nadmiaru babcinego szczęścia.

Odliczanie

Olga szaleje! Wakacje spędza na dworze. Biega, skacze po trampolinie. Mama mówi, że nie mają czasu nawet czytać. Pogoda taka sobie ale to dzieciom chyba nie przeszkadza. Tęsknie już za nią bardzo. I ona już też. Pytała wczoraj kiedy wracamy do Łomianków. Ale to takie krótkie chwile, potem nie ma czasu na rozmowy. Rzuca tylko, że umie robić fikołki i pędzi. Przygoda czeka. A ja jestem wdzięczna mamie i siostrze, że dzięki nim Olga buduje piękne wspomnienia z dzieciństwa na całe życie. Wakacji z babcią Dzidką, Abatką z Darkiem i ciotecznym rodzeństwem.  W zeszłym roku też była z babcią Dzidką, ciocią Celinką i Lenusią nad morzem. W sobotę wraca moja córcia do domu. A w niedzielę kończy 4 lata. Życie jest piękne!

Rock 'N Roll

2 lipca, w pracy.
Otworzyłam skrzynkę mailową i przeczytałam coś co mnie wzruszyło. Wzruszyło do tego stopnia, że zasmarkałam klawiaturę. Publicznie! Tego dnia pojawił się w mojej świadomości Rock, zwany przez co po niektórych najważniejszych eN.
No i co zrobić? Trzeba napaść na bank i lecieć na koniec świata.
Let's Rock 'n Roll!

poniedziałek, 16 lipca 2012

Pierwsza rozmowa z mamą

Mamy teraz czas dla siebie. Wracam z pracy i jestem cała jego. A synek do mnie mówi. "Odź" jak chce mnie gdzieś zaprowadzić, krzyczy: "piciu" gdy jest spragniony i "monio" jak widzi smoczka na horyzoncie. Niania Danusia nauczyła go wyrażać swoją dezaprobatę jak coś mu nie smakuje robi to bardzo dobitnie wykrzywiając twarz przy wielkim "bleeeee". "Bleeee" słychać także podczas przewijania. A dwa tygodnie temu zadziwiła mnie nasza pierwsza wspólna rozmowa.
- Odź - i ciągnie mnie z kuchni do schodów.
- Synku, ale ja teraz nie mogę iść na górę. Muszę Wam zrobić obiad.
Po chwili Tymuś znowu podchodzi, łapie mnie za rękę i mówi: "odź".
Stanęliśmy przy schodach i pytam go:
- Ale synku, co będziemy robić na górze?
- Aaaa, aaaaa - zanucił bez cienia fałszu melodię "aaa kotki dwa".
Była 16.30, położyłam go spać zgodnie z życzeniem. Tymon spał do prawie 6 rano następnego dnia. A ja mam piękne wspomnienie naszej pierwszej rozmowy.

















/

wtorek, 10 lipca 2012

Dzwonię do Ciebie Mamo

- Mamo, słyszałam że jesteś chora. To prawda?

Ciągle mnie zadziwiają te coraz bardziej skomplikowane konstrukcje zdań. A takie pytania przez telefon wywołują uśmiech od ucha do ucha. Potem padło pytanie kiedy będę zdrowa. Odpowiedź, że nie wiem okazała się niezadowalająca, także przyciśnięta do muru odpowiedziałam, że za 2 dni. Dowiedziałam się jeszcze, że za chwilę wszyscy będą jeść PYSZNE paróweczki. Po tej informacji moja córcia, zwróciła się do Laury z pytaniem: "Chcesz porozmawiać z moją mamą? To moja mama". Po krótkiej rozmowie z chrześnicą, Olga rzuciła jeszcze pozdrów tatusia i znowu rozmawiałam z Laurcią. Po kilku minutach musiałam brutalnie przerwać rozmowę, bo przeszła ona w grę na klawiszach i kompletnie nic nie rozumiałam.
Olga jest szczęśliwa na wakacjach z Babcią Dzidką i Becią z kompanią. To pewne.