Olga jest dzieckiem samodzielnym. Nie mylić z samoobsługowym. Potrafi bawić się sama przez dłuższy czas. Czasem trudno się połapać do kogo się odzywa, bo nagle słyszę: "mamo, mamo!", reaguję i dostaję reprymendę, że to nie do mnie, że to do mamy żyrafki.
Tak więc gada to moje dziecko dużo i to do siebie. Ostatnio wprowadziła narrację i mówi tak jakby czytała książkę: "Dzieci, potem dostaniecie nagrodę. Hurrrrra - dzieci HURĄ"
Komentuje: "Pata taj, pata taj, jadę sobie rowerkiem w kraj. Już nie muszą dotykać mnie rodzice!" Wykonanie śpiewne, po tym jak się okazało, że w końcu Olga dosięga nogami do ziemi siedząc na swoim bezpedałowym rowerze, który nomen omen dostała na urodziny ROK temu!
Jest bardzo uprzejma.
- Ja chcę mamo. Ja posprzątam chętnie mamo!
- Proszę
- Dzięki!
Dzień przed przyjęciem urodzinowym
- Jutro przyjadą wszyscy, którzy Cię kochają.
- Ooooo! Dzięki mamo!
Lub pyta przy obiedzie: "Jak Ci smakuje zupka mamo?"
Kiedy jej coś nie wychodzi i mówię, że ja spróbuję, po wykonaniu zadania często słyszę: "Brawo mamo. Bardzo ładnie. Udało Ci się".
Bywa dociekliwa.
- Ale byłam w brzuszku?
- Tak.
- Ale potem już wyszłam na zdjęciu?????
Wyjaśnia pewne sprawy: "Na przykład ty jesteś moim rodzicem".
"Muszę się schować, żeby nie znalazła mnie zima. Wiesz, muszę się okryć bo mi zimno".
I bardzo zaskakuje: "Mamo chcę taki serek, jakim mnie karmiłaś, wieczorem jak była pani Tetiana". Tetiana przychodzi rano, więc to faktycznie była sytuacja wyjątkowa ale mimo wszystko nie pamiętałam jaki to był serek. Okazało się, że wiejski. Jadła go wtedy pierwszy raz w życiu i nie znała jeszcze nazwy.
Łączna liczba wyświetleń
piątek, 26 sierpnia 2011
Są rzeczy ważne i ważniejsze
W szpitalu postanowiono podać leki dożylnie. Przy okazji pobrać krew do badań. Wiele badań, wiele krwi. Uprzedziłam więc, że będą to zabiegi nieprzyjemne i może trochę boleć. Olga przyjęła to do wiadomości bez specjalnego przejmowania się. Dobrze mamo, dobrze. No ale ja taka wyluzowana nie byłam. Z walącym jak młot sercem udałam się do zabiegowego, w którym to dokonano oględzin żył, wybrano jedną i kazano położyć się pacjentce. Jedna pielęgniarka trzymała Olgę, druga zasadzała się na ukłucie, matka głaskała po głowie.
Olga zacisnęła powieki, które po sekundzie otworzyła i zapytała:
- Co się dzieje?
- Pani pobiera Ci krew.
- Aha...(i tu nastąpiło podniesienie głowy, żeby zobaczyć). Panie pielęgniarki zaczęły rozpływać się nad odwagą a Olga z zatroskaniem zapytała:
- Będzie plastelek?
- Będzie myszko, będzie.
Po wytoczeniu z dziecka 3 probówek, pani zaczęła podawać lek. Znów się wczułam w rolę i uprzedziłam, że teraz będzie zastrzyk, że może szczypać albo być nieprzyjemnie... Olga stwierdziła, że nic nie boli po czym zapytała:
- Ale będzie plastelek?
Przynajmniej wiadomo po co się chodzi na zastrzyki!
Olga zacisnęła powieki, które po sekundzie otworzyła i zapytała:
- Co się dzieje?
- Pani pobiera Ci krew.
- Aha...(i tu nastąpiło podniesienie głowy, żeby zobaczyć). Panie pielęgniarki zaczęły rozpływać się nad odwagą a Olga z zatroskaniem zapytała:
- Będzie plastelek?
- Będzie myszko, będzie.
Po wytoczeniu z dziecka 3 probówek, pani zaczęła podawać lek. Znów się wczułam w rolę i uprzedziłam, że teraz będzie zastrzyk, że może szczypać albo być nieprzyjemnie... Olga stwierdziła, że nic nie boli po czym zapytała:
- Ale będzie plastelek?
Przynajmniej wiadomo po co się chodzi na zastrzyki!
czwartek, 25 sierpnia 2011
Jak wywołać alergię u nieuczulonego dziecka?
Najlepiej podać Augmentin. Antybiotyk, który uczula co drugą osobę, Olgę też. Na szczęście Olgi wujek jest alergologiem i to pediatrą, to miałyśmy do kogo biec po ratunek.
Wyglądało to słabo. Po wizycie w przychodni, po której pani doktor stwierdziła, że nie może mi zagwarantować, ale nie może też wykluczyć reakcji alergicznej na lek, udałyśmy się do wujka do szpitala. Zanim dojechałyśmy, Olga było już cała w bąblach.
Buzia wyglądała jakby napadł ją ktoś z pękiem pokrzyw, ręce też. Nogi były w plamach i takie same zaczęły pojawiać się też na plecach.
W gabinecie okazało się, że tak właśnie wyglądają typowe objawy, przyszli studenci, obejrzeli, pogadali o "post medicum...coś tam". A Olga to wszystko bardzo dzielnie znosiła. Po czym została przyjęta do szpitala. Po niespełna 2 godzinach wyszłyśmy do domu na przepustkę :).
Dziś została Olga wypis.
Wyglądało to słabo. Po wizycie w przychodni, po której pani doktor stwierdziła, że nie może mi zagwarantować, ale nie może też wykluczyć reakcji alergicznej na lek, udałyśmy się do wujka do szpitala. Zanim dojechałyśmy, Olga było już cała w bąblach.
Buzia wyglądała jakby napadł ją ktoś z pękiem pokrzyw, ręce też. Nogi były w plamach i takie same zaczęły pojawiać się też na plecach.
W gabinecie okazało się, że tak właśnie wyglądają typowe objawy, przyszli studenci, obejrzeli, pogadali o "post medicum...coś tam". A Olga to wszystko bardzo dzielnie znosiła. Po czym została przyjęta do szpitala. Po niespełna 2 godzinach wyszłyśmy do domu na przepustkę :).
Dziś została Olga wypis.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)