W szpitalu postanowiono podać leki dożylnie. Przy okazji pobrać krew do badań. Wiele badań, wiele krwi. Uprzedziłam więc, że będą to zabiegi nieprzyjemne i może trochę boleć. Olga przyjęła to do wiadomości bez specjalnego przejmowania się. Dobrze mamo, dobrze. No ale ja taka wyluzowana nie byłam. Z walącym jak młot sercem udałam się do zabiegowego, w którym to dokonano oględzin żył, wybrano jedną i kazano położyć się pacjentce. Jedna pielęgniarka trzymała Olgę, druga zasadzała się na ukłucie, matka głaskała po głowie.
Olga zacisnęła powieki, które po sekundzie otworzyła i zapytała:
- Co się dzieje?
- Pani pobiera Ci krew.
- Aha...(i tu nastąpiło podniesienie głowy, żeby zobaczyć). Panie pielęgniarki zaczęły rozpływać się nad odwagą a Olga z zatroskaniem zapytała:
- Będzie plastelek?
- Będzie myszko, będzie.
Po wytoczeniu z dziecka 3 probówek, pani zaczęła podawać lek. Znów się wczułam w rolę i uprzedziłam, że teraz będzie zastrzyk, że może szczypać albo być nieprzyjemnie... Olga stwierdziła, że nic nie boli po czym zapytała:
- Ale będzie plastelek?
Przynajmniej wiadomo po co się chodzi na zastrzyki!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz