Łączna liczba wyświetleń

środa, 27 czerwca 2012

KLATKA POKONANA

Tymon jest człowiekiem absolutnie wolnym. Najlepiej czuje się na świeżym powietrzu dlatego często znaleźć go można jęczącego i walącego w drzwi wejściowe. Niezależnie od pogody, najszczęśliwszy jest tam gdzie czuć wibrujące powietrze na twarzy. Nie uznaje też innych ograniczeń. Oczywiście przywykł do barierki na schodach co nie znaczy, że od czasu do czasu nie próbuje jej sforsować. 3 dni temu uznał, że nie ma co się pchać górą, skoro nówki za krótkie i i tak nie daje się przeskoczyć ogrodzenia i najzwyczajniej w świecie otworzył sobie zamknięcie. Usadowił się na czworakach, wsadził łapkę między szczebelki, przekręcił zabezpieczenie, wstał, podniósł barierkę do góry i wszedł na schody. Był baaaardzo zadowolony. A ja po raz kolejny odkryłam, że zupełnie tak jak moja córka, mój syn też jest genialny!

Helenka

Na komunii Julii w Lesznie, taka oto konwersacja miała miejsce między Olgą a dziadkiem Julki:
- A jak masz na imię?
- Olga K...ska Helena
- Helena?
- Tak, Helena po babci Dzidce.

czwartek, 21 czerwca 2012

KONIEC ROKU PRZEDSZKOLNEGO

Dzisiaj odbył się występ z okazji zakończenia roku w przedszkolu. Szału nie było a ja i tak miałam łzy w oczach. Olga za chwilę już będzie w średniakach a przecież dopiero był Jej pierwszy dzień. Pogoda była prawie taka sama jak dziś. Innymi słowy byle jaka.
I jak wchodziłyśmy do przedszkola padał deszcz i Oldze się nagle przypomniało: "Hm, zapomniałam. Mieliśmy się pomodlić, żeby nie padał deszcz na piknik". No i niestety pikniku po przedstawieniu nie było. Przynajmniej jednak wiadomo czyja to wina. 

Odwiedziny Pana

- HHHHH! Wspomożenie Wiernych!
- ?????? (i ja i ojciec zrobiliśmy wielkie oczy)???
- Mamo! Patrz, Wspomożenie Wiernych. Pan Bóg był i przyniósł nam koszyk! (Olga radośnie pokrzykiwała, wskazując palcem na koszyk stojący na tarasowym stoliku),
Ojciec podszedł do okna i powiedział: "Monia, niestety pusty. A już miałem nadzieję, że jak to wspomożenie....ech....."

czwartek, 14 czerwca 2012

NIEDOWIARY

Naprawdę, byłam tu 2 miesiące temu? Tak właśnie kończy się życie matki. Robota. Gdybym chociaż zarabiała jakieś kokosy. A tak rzeczywistość dopadła mnie w okrutny sposób. Praca i właściwie nic więcej. W domu jestem o 18, o 19 dzieci zbierają się do snu. Czyli 5 godzin w tygodniu z własnymi dziećmi. A jak już te dzieci śpią to ja wieszam pranie, które wstawiłam gdzieś w międzyczasie. No i to właściwie tyle. Czasem coś ugotuję w nocy. Nie prasuję, bo nienawidzę. Efekt? Sterta sięgająca sufitu. Jakiś tydzień temu wygrzebałam rzeczy, które nie wymagają prasowania. Całkiem sporo ich tam znalazłam. Sterta nie zmalała a pokój ukrywający ją zaczynam omijać łukiem.
Co jeszcze?
Nie daję rady.
I mimo, że powtarzam sobie TRUDNO, nie potrafię się z tym pogodzić. Mając za wzór moją mamę, dorastając w domu, w którym rządziła kobieta, która kształciła się nieustannie, rozwijała się zawodowo, robiła karierę i jednocześnie prowadziła dom. Ale jak prowadziła! Porządek, zapach pysznych dań, 3 dzieci i żadnej ale to żadnej zaległej góry do prasowania. .......
Chyba wpadnę w depresję.
Albo spalę tę zaległą stertę? Co Wy na to?