Naprawdę, byłam tu 2 miesiące temu? Tak właśnie kończy się życie matki. Robota. Gdybym chociaż zarabiała jakieś kokosy. A tak rzeczywistość dopadła mnie w okrutny sposób. Praca i właściwie nic więcej. W domu jestem o 18, o 19 dzieci zbierają się do snu. Czyli 5 godzin w tygodniu z własnymi dziećmi. A jak już te dzieci śpią to ja wieszam pranie, które wstawiłam gdzieś w międzyczasie. No i to właściwie tyle. Czasem coś ugotuję w nocy. Nie prasuję, bo nienawidzę. Efekt? Sterta sięgająca sufitu. Jakiś tydzień temu wygrzebałam rzeczy, które nie wymagają prasowania. Całkiem sporo ich tam znalazłam. Sterta nie zmalała a pokój ukrywający ją zaczynam omijać łukiem.
Co jeszcze?
Nie daję rady.
I mimo, że powtarzam sobie TRUDNO, nie potrafię się z tym pogodzić. Mając za wzór moją mamę, dorastając w domu, w którym rządziła kobieta, która kształciła się nieustannie, rozwijała się zawodowo, robiła karierę i jednocześnie prowadziła dom. Ale jak prowadziła! Porządek, zapach pysznych dań, 3 dzieci i żadnej ale to żadnej zaległej góry do prasowania. .......
Chyba wpadnę w depresję.
Albo spalę tę zaległą stertę? Co Wy na to?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz