Jaka to była radość kiedy w końcu Olga zajechała pod dom! Rzuciłam się na nią z czułościami a ona rzuciła się z tym samym na Tymona. Dała mi buziaka, ucieszyła się, uścisnęła a potem już zachwycała bratem. Tyminu, Tymciu, Tymeczku....achy i ochy. Bawili się razem jeszcze parę ładnych godzin. I bardzo byli obydwoje przy tym rozbawieni.
Olga od czasu do czasu coś opowiedziała, chwaliła nowymi umiejętnościami, zrobiła nawet fikołka na dywanie. O zgrozo! Myślałam, że skręci kark bo fikołka robiła na głowie. Opowiadała o koleżankach: Zosi, Amelce i Julii (tu dodam na marginesie, że do kompletu najpopularniejszych imion w Polce w dzisiejszych czasach brakuje jedynie Natalii). Wieczorem, gdy kładłam ją spać tradycyjnie życzyłam jej kolorowych snów. Olga odpowiedziała tym samym, po czym przypomniało jej się, że: "W domu na wakacjach mówiłam kolorowych koszmarów! chi chi chi". I tak od soboty z pięknym uśmiechem, swoim cudownym dziecięcym głosem Olga kończy dzień dając mi buziaka i życząc: "kololowych koszmalów"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz