Wczoraj Olga skończyła 4 lata. Rano wręczyliśmy jej prezent. Różową pościel z księżniczkami. Teraz jest etap księżniczek i nie ma zmiłuj! Olga obejrzała, pięknie podziękowała i zapytała czy mamy jeszcze jeden prezent. Matka zdębiała i powiedziała coś bardzo głupiego, mianowicie, że ten drugi sama sobie wybierze. Pojechałam do sklepu i Olga sobie wybrała. Barbie z deską. Chciała najpierw Barbie syrenkę ale potem przypomniało jej się, że woli z deską surfingową! Czy ktoś mi może powiedzieć jakich trików używają twórcy reklam, że moja córka zapamiętuje nawet jakie są rodzaje sprzętów dla barbie?!?!?! I poszukuje tych lalek w sklepie. O 16 zaczynało się małe spotkanie. Przyszła Babcia Dzidka obdarowała Olgę księżniczkowymi sztućcami, przyniosła także pieska szczekającego i kolczyki magnetyczne. O dwóch ostatnich prezentach powiedziała, że zawsze trzeba mieć jakiś badziew bo dzieci najbardziej się z tego cieszą. Faktycznie i piesek na baterię i kolczyki zrobiły furorę ale i tak padło pytanie czy ma coś jeszcze, jakąś inną niespodziankę. Babcia powiedziała, że przecież nie ilość ale jakość się liczy, po czym sama się obśmiała z tej rzecz jasna jakości. Na szczęście już Państwa Z. nie zamęczała nieśmiertelnym pytaniem. Ucieszyła się z prezentów. Ciocia Becia dobrze wie czym się Olga bawi i dlatego strzeliła w dziesiątkę kupując małe laleczki, pieseczki, kucyka z grzywą, którego wieczorem miałam przyjemność wyczesywać dołączonym grzebykiem. Była też Marta W. z trójką swoich dzieci. Wieczorem wpadła Iwona z wielkim prezentem. Te wszystkie dary i tak nie powstrzymały Olgi od zadania mi dzisiaj pytania czy mam jakąś niespodziankę.
Jednak najpiękniejszą puentą niech będą słowa jakie Olga wypowiedziała na pożegnanie Maksyma: "Pa Maksiu. Dziękuję za piękny dzień".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz