Tymek jest od tygodnia chory na brzuszek. Bo chory jest już 3 tydzień ale brzuch to dopiero od tygodnia. Obstawiam wirusa przyniesionego przez Olgę. Wirus łagodny objawia się tylko masakryczną ilością kup. Młody nic nie je ale przebierany jest kilka razy dziennie....
Ale w ogóle nie o tym miał być ten wpis. Idę do pracy, już w poniedziałek. I już tęsknię. Wiem, że mojemu dziecku będzie beze mnie trochę źle, mi bez niego będzie bardzo źle. Stres jest mniejszy niż przy powrocie po urlopie z Olgą ale obawy chyba większe. Tymuś jest przytulakiem, maminsynkiem, nie mówi wyrazów, mimo że prowadzi bardzo ożywione dyskusje ale tylko ja je rozumiem (to taka trochę naciągana prawda, bo ja też nie rozumiem). No i prawie nigdy się ze mną nie rozstawał na tak długo. Raz nocował u babci, raz został wieczorem z Tetianą a my poszliśmy na koncert. Zostawał z moją mamą parę razy ale na parę godzin a nie na tak długo. O..... Chociaż raz nie było mnie długo bo poszłam na ślub i przyjęcie mojej siostry, ale był maleństwem i nic już z tego nie pamięta. Ja za to nigdy nie zapomnę tego bólu piersi, który mi towarzyszył jeszcze przez następny miesiąc. Wysoka cena za ten wyskok. Ale warto było, to był wspaniały ślub i fantastyczne przyjęcie i znam wszystkie sposoby walki z zapaleniem piersi....
No i z tego wszystkiego, w ogóle nie wiem co chciałam dzisiaj napisać. Pora spać, bo zaraz wrócę we wspomnieniach do czasów jak przeprowadzaliśmy się z ulicy K. na Ursynów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz