Olga była w przedszkolu 15 razy pod rząd!!!!! (nasz dotychczasowy rekord 9 dni) Wow! Od 1 do 21 lutego chodziła do przedszkola, była zdrowa. Przypisuję to mrozom i pięknej, prawdziwie zimowej pogodzie, która właśnie nas opuściła. Wraz z nadejściem przed wiośnianej pluchy Olga się rozchorowała. I teraz kisimy się w domu. I oby do wiosny.
Siedzenie z maluchem w domu ma swoje zalety. Częściej się do mnie Olga przytula, częściej słyszę mamuniu kocham Cię, no i częściej się śmieję jak słyszę jej filozoficzne wywody. Wczoraj rano pytam co zje.
- Palówki, mamuniu.
- Na pewno? Wczoraj jadłaś, dzisiaj też chcesz?
- Tak, bo bardzo mi smakowały.
- A może zjesz jajeczko, może ci jajecznicę zrobić, co?
- O! Tak jajko poploszę. Na miękko.
- (o matko! pomyślałam) A może jednak jajecznicę?
- Nie, na miękko! ...... Albo nie! Na twaldo. Bo jak będę sama jadła, to mi się rozleje na kaMapę! (miała plan zajadania śniadania i przed telewizorem). Tak, ZAMYŚLIŁAM się na twaldo jajko zjem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz