Dzisiaj ubieram Olgę. Zamierzam założyć jej rajstopy i słyszę:
- Nie chcę tych. Są obrzybliwe!!!
- Mamo zrobiłam siusiu do toalety! i spuściłam wodę.
- I umyłaś ręce.
- mhm. I popsikałam się perfumami. (moimi oczywiście)
Są pewne rzeczy które słyszy się tylko raz. Nie sposób wszystkiego ani zapamiętać ani spisać. Słyszę te rozbrajające teksty wszędzie. W domu, w samochodzie, w sklepie, w gościach albo jak goście przychodzą do nas. Wspaniałe, niegramatyczne komentarze. Ale są też rzeczy stałe, rozbrajające wraz z odejściem których pozostaje pustaka i żal. Tak było z bleblonką, z ament i z innymi pięknymi słowami. Niektóre nadal nas cieszą.
Jest lew, ma grzywę i ryczy. Bywa, że LEWEM bywa Olga, mama lub tata i też ryczą. My z Olgą to nawet grzywą możemy się pochwalić.
W czasie gdy Olga gotuje słychać: gotu, gotu, gotu. Gdy prowadzi samochód mówi: kieru, kieru, kieru. Bawiąc się wróżką: czaru, czaru, czaru. Gdy podbiega pomasować mnie, lalę, Tymka...masu, masu, masu.
Jak jest ciekawa swojego wyglądu biegnie do lustra i krzyczy: "pokażę się w lusterku".
No.... to jest najfajniejszy czas dla rodzica. Sama słodycz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz