Łączna liczba wyświetleń

piątek, 17 czerwca 2011

I kokodlilo obe fa

Czyż moja córka nie jest genialna? Nie! Ale bliska jest doskonałości. A te przekręcone słowa piosenki z mini disco w naszym hotelu na Rodos stały się hymnem dnia powszedniego po powrocie do Warszawy. I zaczynam rozumieć o co chodziło Asi gdy Sofia była na etapie ja-jo. Niby nic ale jak się słyszy to samo 128 raz w ciągu dnia to może przestać się podobać. Żeby nie powiedzieć, że się można ...... jak dzik. To tak a propos Asi i Zosi.
Słowami tej piosenki Olga popisuje się przed wszystkimi. Ja muszę klaskać z przodu, wyciągniętymi rękami. A potem śpiewa kolejną, tym razem po hiszpańsku....una cosita....i krzyczy:"no rób tak!" i palcami pokazuje oczy, bo piosenka zaczyna się od: veo veo.... a na mini disco gestykulacja jest bardzo ważna. Tylko, że dziś wszystko wygląda cukierkowo a bywało dramatycznie. Pierwszego dnia Olga była pierwsza na scenie (czyli parkiecie), tańczyła już wtedy gdy leciały piosenki zapraszające na disco, drugiego dnia na scenie pojawili się żona i tata czyli Lindo i Linda. Dwa osły. Gigantyczne łby nie wzbudziły zaufania naszej córki. Mało nóg nie połamała uciekając ze sceny. Dosłownie trzeba ją było ratować. Było źle. Generalnie na potańcówkę chodził z nią tata, ja byłam na tej pierwszej, szczęśliwej i na ostatniej. Były osły, siedziałyśmy wysoko w ostatnim rzędzie. Osły wyszły Olga fruuuu na scenę. Ciekawe. Podobno większość dzieci miało odwrotnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz