Dzisiaj byłam średnio fajną mamą. Tak naprawdę byłam beznadziejną matką. Olga zażyczyła sobie mleko. Dostała. Kręciła się, gadała, wchodziła na krzesło, schodziła a ja powtarzałam: uważaj, zaraz rozlejesz, nie kręć się tak. I wylała. No i się wściekłam. I krzyczałam, że oczywiście, że mówiłam, prosiłam. Proszę teraz nie płakać, nie chcę tego słuchać, marsz do pokoju..... Boże straszna baba. Posprzątałam i poszłam na górę, żeby porozmawiać z dzieckiem. A ona śmieje się na siłę. Jak to zobaczyłam myślałam, że mi serce pęknie. Chciała mnie rozśmieszyć, chciała żebym się uśmiechnęła.... Podeszła i mówi, że jak się tak rozleje to trzeba przeprosić i ona przeprasza. Ja na to, że dobrze, że wiem że ona nie chciała. A Olga: "no to teraz ty przeproś, że krzyczałaś na mnie!" Przeprosiłam. Wyjaśniłam, że reakcja nie była adekwatna do przewinienia i usłyszałam: "JA TEŻ CIĘ KOCHAM MAMO!"
Moje dziecko ma 3 lata i jest mądrzejsze ode mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz