Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 7 lipca 2011

PRZEDSZKOLAK

Wczoraj zadzwoniła siostra dyrektorka z przedszkola do którego Olga się nie dostała (bo zbyt późno się zgłosiliśmy), że zwolniło się miejsce i jeśli jesteśmy nadal zainteresowani to zaprasza jutro na ostatni dzień zajęć adaptacyjnych. Ja w szoku, bo już przyzwyczaiłam się do myśli dowożenia Olgi do innego przedszkola, też prowadzonego przez zakonnice, ale co ja poradzę na to, że w naszej okolicy te dwa przedszkola cieszą się największą renomą a w dodatku kosztują tyle co państwowe?!?!?!? Anyway, już się przyzwyczaiłam do myśli, że to będzie tamto przedszkole, już to oswoiłam, już oczami wyobraźni widziałam jak idę z Olgą do tamtej szatni, daję jej buziaka a ona idzie z panią za rączkę w tamtym przedszkolu, a tu nagle siostra dyrektorka wykręca mi taki numer!!!! Na szczęście ojciec podchodzi do tego bardziej racjonalnie niż ja. Twierdzi, że to "nowe" przedszkole jest blisko i można wziąć Tyma na spacer i odebrać Olgę. No bo przedszkola są równie dobre, także chyba trzeba ojca posłuchać i przyzwyczajać się do nowych wyobrażeń.
Ale do rzeczy! Byłyśmy na tych zajęciach adaptacyjnych. No i matka popłakała się 3 razy a Olga 5..... może 4. Tragedia. Ja tego nie wytrzymam w tym wrześniu.
Zaparkowałyśmy pod sklepem, więc Olga była zdziwiona, że twierdzę iż idziemy do przedszkola. Przeszłyśmy na drugą stronę ulicy i już wiedziała, o co mi chodzi. Biegła do furtki mało nóg nie połamała. Weszłyśmy, miła pani zapytała jak ma na imię na co moje dziecię odparło, że Ola. No wiecie co? Przecież to moja Olga! No ale trudno. Potem wyszła siostra dyrektorka, przywitała mnie i przedstawiła się Oldze. Coś jeszcze chciała powiedzieć ale Olga szybko zapytała: "Gdzie jest szatnia, żeby zdjąć kurteczkę?". Na szczęście siostra zareagowała z entuzjazmem, że taka przygotowana. Nie ma to jak mądre książeczki. Poszłyśmy na górę, tłum rodziców (Dawid przyszedł z mamą, tatą i babcią....szkoda, że psa nie wzięli), sama się wystraszyłam. Na razie Olga tylko była lekko zagubiona. Wyciągała jakiś wózek dla lalek, któraś z mam jej pomogła na co moja córeczka powiedziała: "dziękuję pani!". Matko, ona jest za grzeczna na brutalne przedszkole. Ja już popłakiwałam. Wszystkie dzieci większe od niej. Chłopcy jacyś wyjątkowo masywni, dziewczynki wysokie. Gabrysi sięgała do ramienia. Co za dżungla! Jak moje dziecko się w niej odnajdzie? No i nie ukrywajmy...Jak ja się w tym odnajdę?!?! No ale staram się być dzielna, bo w końcu nie wolno stresować dziecka swoimi emocjami. No to nie stresowałam. Przeszliśmy do innej, większej sali, Olga siedzi, niby się dobrze bawi, śpiewa i nagle w ryk! Gdzie mama. Ja na baczność w pół sekundy. Jestem Olgusiu, jestem. Potem dzieci szarpały chustę (robiły falę na morzu), Olga na ręce. Po chwili też już szarpała ale tak jej serce waliło, że z ledwością powstrzymałam atak płaczu. W rękach siostry Ilony kukiełka misia Alberta. Albert zaprasza do malowania farbami. Olga krzyczy hurra!!!! Po zorientowaniu się, że ma iść sama bez mamusi wycofuje się ze swojego entuzjazmu. Wiesza się na mnie i oznajmia, że nie idzie. Długo nie musiałam jej namawiać, ale przecież nie zawsze będą malować. Dzieci pomachały i poszły, rodzice podzieleni. Ci którzy wysyłają dziecko do przedszkola po raz pierwszy lekko zestresowani. Ci, którzy przeżywają to po raz kolejny wyluzowani. Ja mam znowu łzy w oczach. Ponieważ jestem jedyną prawie beksą, mocno się spinam i trzymam fason. Potem dzieci jadły. Znowu do sali wparowała zgraja dorosłych i zdekoncentrowała i zestresowała moje dziecko. Ale byłam, widziałam, zareagowałam. Olga pięknie zjadła jogurt, wypiła herbatkę. Po jedzeniu wracaliśmy do dużej sali. I znów napierał tłum, pod drzwiami sali zrobiło się ciasno i to był kolejny moment, który zdecydowanie nie podobał się Oldze. Płacz, i na ręce do mamy. Otworzyły się drzwi do dużej sali, w której na każde dziecko czekał miś. Olga wybrała szarego, chociaż kusiło mnie, żeby podpowiedzieć jej, że biały ładniejszy, żeby jego wybrała. Zuch matka, powstrzymała się! I już było fajnie. Chwila na zabawę, Olga wyglądała na szczęśliwą. Ufffff!
A miś, którego Olga dostała ma przez wakacje oswajać ją z przedszkolem. Ma robić z nami zakupy do przedszkola, czytać książki o przedszkolu, no i we wrześniu ma z nią do tego przedszkola przyjść. Ale czy ja ją tam zaprowadzę???????!!!!!!!!!!!!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz