Łączna liczba wyświetleń

sobota, 16 lipca 2011

ZOO

Przedwczoraj znów byliśmy w zoo. Mamy kupiony roczny bilet co jest wygodne, bo nie trzeba stać w kolejkach i jeździmy. Olga już wie, gdzie co jest i krzyczy, że idziemy do słoni a koło słoni jest balkon. Przechodząc koło sowy mówi: "cichutko, tu jest puchacz". Zawsze zaczynamy od hipopotama i kończymy właściwie na słoniach. Tym razem niezwykłe było to, że Olga przeszła całe zoo. Calusieńkie! I jeszcze miała siłę pobawić się na placu zabaw i wynegocjować balona przy wyjściu. Także tym razem widziała i małpy i flamingi i niedźwiedzie. Ojcu opowiada, że "golyli nie było", co jest absolutną prawdą. Jakoś to sobie poukładała, bo po drodze do goryli były szympansy, które jej pokazałam i trochę zaplątało się dziewcze w tym małpim gąszczu.

- Zobacz Olga, tam jest szympans.
- Dzie?
- No tam, widzisz go?
- Golyla????
- Nie, no to jest szympans.
- Golyl się nazywa Szympans?

A "golyle" gdzieś się pochowały, co wszystkim Olga opowiada, pomijając fakt, że widziała szympansy.
Nie weszliśmy do akwarium ani do gadów, bo ani ja ani towarzyszący nam Łukasz nie mieliśmy już siły. Olgę trudno było wyciągnąć. Cały czas wymieniała zwierzęta, które jeszcze powinna zobaczyć.
- Mamo! Nie widziałam konia!
- Olga, tu nie ma koni
- Nie widziałam....gluglola
- Nie wymyślaj, musimy iść do domu, bo trzeba zjeść obiad, Tymek musi się wyspać, ja już nie mam siły
- Masz siły! itp, itd

W domu nagle doznała olśnienia i przybiegła do mnie. Zrobiła tę swoją przygnębioną minę, chowając jednocześnie głowę w ramiona (chyba się od ojca tego nauczyła) i zrozpaczonym głosem odpaliła: "Nie widzieliśmy klokodyla".

I spraw tu człowieku dziecku przyjemność!!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz