Wigilia
Jak zwykle u Beaty i Darka. Wyjątkowo bez Marty ale za to z Zosią i Olą! Rozpoczęła się tradycyjnie czytaniem Pisma Świętego. Olga na kolana. Ręce złożone do modlitwy. Rozejrzała się i po chwili wstała ale nadal wyglądała na bardzo uduchowioną.
Potrawy pyszne. Dzięki Zosi w moim śledziowym repertuarze pojawią się nowe dania.
Mikołąj oszalał. Olga zeszła z piętra i rzuciła się na największe pudło krzycząc: "Domek dla króliczków!!!!". Trafiła. Generalnie jednak popełniliśmy błąd. Bo właściwie niczego nie pozwoliłam Oldze rozpakować. Ona się tak cieszyła ale co wzięła do ręki, to słyszała: "Olgusia, to rozłożymy w domu. Z tego kompletu wyjmę Ci tylko lalę, bo tu jest dużo drobnych elementów, Tymek zje, pogubi się...." W przyszłym roku się poprawię. Następnego dnia nie widziała czym się bawić. Króliczki urządzały dom, Agatka płakała i trzeba było ją ukołysać, w międzyczasie gotowała się woda na herbatę w nowym czajniczku.....
Tymek do prezentów podszedł z większym spokojem. Matka za to jest z tych prezentów bardzo zadowolona :)
Po Wigilii Olga z Marcinem pojechała na Wigilię numer 2. Wrócili o 24.30!!!!!!!!! Zadowolona, rozśpiewana i generalnie gotowa do zabawy! Ale zasnęła w 5 minut!
Pierwszego dnia byliśmy u babci Dzidki a drugiego babcia Jola wyprawiła obiad u Magdy i Arka. No i tyle. Teraz trzeba znowu czekać cały rok.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz