Łasuch numer 1 - Olga
Olga (po zjedzeniu 2 ptasich mleczek): Mogę jeszcze czekoladkę? Ale jakąś inną.
Ja: Ale jaką?
Olga: Nie wiem! Czekoladki nie mają imia. Taką czarną.
Łasuch numer 2 - Tymon
Tymon chce jeść to co Olga. Więc wyciąga ręce do ptasiego mleczka i czekoladek bez imia. Dostał więc czekoladę gorzką, 70% kakao a ja byłam przekonana, że nie będzie mu smakować. No i jak zwykle się pomyliłam. Za chwilę zobaczyłam jak syn stoi na palcach, pod szafką z której wyciągnęłam smakołyk, wyciąga rękę tak wysoko, że właściwie ma już co najmniej z metr pięćdziesiąt i krzyczy: eeeeeee, eeeeee.
Matko! I pomyśleć, że dostawałam histerii jak ktoś śmiał nawet pomyśleć o tym, żeby dać 15 miesięcznej Oldze coś słodkiego.
hehe :) Rozbawil mnie ten post :)
OdpowiedzUsuńTo tak samo, jak ja przed urodzeniem dziecka stanowczo twierdzilam, ze dzieciatko nie bedzie spalo w lozku rodzicow... :) Coz... bycie mama zmienia :)
Pozdrawiamy